XXXVI. Może.

 

Szła pośpiesznie parkową alejką z rękoma w w kieszeni i ze spuszczoną w dół głową. Szalał śnieg a wiat kierował go prosto na jej twarz. Wpatrywała się w swoje zaśnieżone buty, które chowały się pod każdym stapnięciem na śniegu. Była zdenerwowana. Czuła się jakby czekało ją bardzo ważne spotkanie w poważniej sprawie. Jakby od tego zależało jej życie. Wóz albo przewóz. Mimo to starała się zachować zimą krew i trzeźwość umysłu , żeby nie zrobić nic głupiego.

- Dziękuję, że przyszłaś – Julka usłyszała Ten głos za plecami. Powoli odwróciła się i zobaczyła go stojącego w świetle latarni. Usmiechał się i nie ukrywał swojego zadowolenia. Ona też uśmiechnęła się, choć nawet tego nie zauważyła. Wpatrywala się dłuższa chwilę w Jego oczy, w których odbijało się światło. Wyglądał dość zabawnie. Jego czapka i szalik były całe zaśnieżone, nawet na rzęsach miał kilka płatków śniegu – Herbata ? – zaproponował – W tych śnieżnych warunkach, trochę ciężko spacerować.

- Zgoda. Trochę zmarzłam – pokiwała twierdząco głową nasuwając na głowę kaptur.

 

Wiekszość kawiarni świeciła pustkami. Nie było w tym nic dziwnego. Każdy normalny człowiek wolałby siedzieć w domu  pod kocem i popijać herbatę niż wychodzić na miasto w taką pogodę.

- Co u Ciebie ? – zaczął niepewie, gdy kelner odszedł zostawiając im ciepłą herbatę – Słyszałem,że przeniosłaś się do Berlina.

- Jak znam Feliksa, to zapewne wszystko Ci powiedział – odparła wrzucając plaster cytryny do swojego napoju – Zapewne wiesz więcej niż ja – zażartowała by rozluźnić dość napiętą atmosfere unoszącą się między nimi. Uśmiechnął się, i poczuła że właśnie tego jej najbardziej brakowało. Coś w środku, z lewej strony delikatnie ją zabolało.

- Chciałem Cię przeprosić – zaczął niepewnie – Wiem, że spieprzyłem..

- To już przeszłość – przerwała Mu – Nie chcę do tego wracać i Ty tez nie wracaj, bo to nie ma sensu. Spotkałam się z Tobą, żeby pokazać Ci, że nie jesteś moim wrogiem i nie mam zamiaru Cię unikać dając Ci do zrozumienia, że to co się stało z Nami to tylko Twoja wina. Oboje się do tego przyczyniliśmy. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem – mówiąc to spuściła wzrok. Wiedziła, że musi Mu pokazać jak bardzo jest silna,a jej oczy mimowolnie zeszkliły się łzami. Musiała to przed Nim ukryć.

- Julka – chwycił jej podbródek i uniósł twarz tak, by ich oczy mogły się spotkać. Zauważył jak nerwowo przegryzała dolną wargę – Wiesz, że Cię znam i doskonale wiem, kiedy mówisz coś wbrew sobie – pogładził kciukiem jej policzek. Zamknęła oczy skupiając się tylko na dotyku jego dłoni.

- Było. Minęło – szepnęła pod chwili otwierając oczy.

- Może nie minęło ? – zbliżył się do niej – Może ciągle coś jest ?

- Może jest, może nie ma – wzruszyła ramionami, pocałowała Go delikatnie w policzek bo tylko na tyle mogła sobiepozwolić. Wstała z krzesła i chwyciła swoją kurtkę – Może, to takie cholernie nie pewne słowo – dodała na pożegnanie po czym zostawia Go samego.

_______

jest krótko, ale ja zawsze mam wytłumaczenie. nie pisałam nic przez ponad 4 msc i trochę wyszłam z wprawy. W końcu zaczęłam się zbierać. W moim życiu dużo się wydarzyło. Zbyt dużo jak dla mnie.

Pozdrawiam gorąco pomimo tej paskudnej pogody za oknem ;)